|
We are currently translating our website into English. Please search through the entries, as some of them have already been translated.
Historia miała miejsce rok temu. W aparacie Nikon D300 z dnia na dzień przestalo dzialać tylne pokrętło, aparat pojechał za pośrednictwem sklepu do serwisu Nikona do Warszawy na naprawę gwarancyjną. Po 5 tygodniach oczekiwania bez żadnej informacji (bo dodzwonienie się do serwisu Nikona graniczyło z cudem nawet dla sklepu Fotojoker) okazało się, że gwarancje odrzucono podając w kosztorysie, że urwane są zaczepy obudowy górnej (czego nie stwierdził ani sklep przyjmując aparat i nie ma o tym w zleceniu ani slowa, ani ja, bo aparat dzialal normalnie i nie rozpadał się w rekach) i trzeba wymienić wszystkie gumy. Łączny koszt naprawy wycenili na 1047 zł.
Oczywiście odmówiłem, bo z jakiej racji mam płacić za naprawę fabrycznych niedoróbek apratu? Kolejna rzecz: aparat pojechał na naprawę pokrętła, a w kosztorysie uwzględniono koszt wymiany oklein aparatu. Zastanawiałem się skąd te okleiny, nie uszkodziłem ich i wysyłając aparat do serwisu wymiany nie wymagały. W odpowiedzi usłyszałem, że konstrukcja aparatu uniemożliwia otwarcie go bez zerwania oklein, których potem nie można ponownie przykleić, zatem dolicza się koszt wymiany. Sprawę zgłosiłem do Rzecznika Praw Konsumenta. Rzecznik potwierdził moje przypuszczenia: jeśli konstrukcja sprzętu uniemożliwia serwisowi otwarcie go bez uszkadzania jakiejkolwiek części to koszt wymiany tej części powinien ponieść serwis. Powinien, ale nie ponosi, zrzucając tę opłatę na klienta. Niemniej rzecznik się wypiął twierdząc, że ta sprawa nie leży w jego kompetencji i się nią nie zajmie. Abstrahując już od tego co w takim razie leży w kompetencji Rzecznika Praw Konsumenta, zastanawiające było jakim cudem doszło do połamania zaczepów skoro aparat nie został uderzony i znikąd nie spadł? W tej sprawie powiedziano mi, że niemozliwe jest stwierdzenie z czyjej winy nastapiło uszkodzenie, a ponieważ połamanie jest uszkodzeniem mechanicznym, serwis może domyślnie przyjąć, że to wina klienta. Wnioskując: polskie prawo jest tak skontruowane, że jesli nie mozna udowodnić, że wada jest fabryczna, koszta naprawy ponosi klient. Nawet jeśli klient jest w stanie udowodnić, że uszkodzenie nie powstało z jego winy. Gratulacje dla twórców tego prawa, zaiste sprawiedliwe.
Reasumując: od roku pracuję na fabrycznie uszkodzonym sprzęcie firmy Nikon (który de facto przyjechał do mnie poskładany byle jak na szybko i musiałem się zdrowo napocić aby przywrócić go do stanu używalności), bo serwis Nikona odmawia jego gwarancyjnej naprawy posiłkując się idiotycznie skonstruowanym polskim prawem. Noszę się z zamiarem zamiany sprzętu na lepszy, ale powyższa sytuacja daje mi mocno do myślenia, czy nie warto zmienić systemu na konkurencyjny. Bo w eksploatacji sprzętu fotograficznego liczy się nie tylko to jak działa, ale też jakie są możliwości jego naprawy w momencie gdy działać przestanie. I w tym segmencie Nikon Polska leży na całej linii. Nie po to bowiem płaci się kilka(naście) tysięcy za aparat aby w momencie zauważenia fabrycznej usterki firma spuszczała klienta na drzewo. Wstyd i hańba. Jeśli w ogóle zdecyduję się na coś jeszcze firmy Nikon, polski serwis tej firmy nigdy mojego sprzetu na oczy nie zobaczy. Zostanie on wysłany do serwisu zagranicznego, a dyrektor serwisowy na Europę przeczyta bardzo niemiły list dotyczący pracy serwisu w naszym kraju. Niniejszym, przestrzegam wszystkich: jeśli zastanawiacie się jaki system wybrać, a liczy się dla Was poszanowanie klienta - nie bierzcie Nikona choćby wam za darmo dawali. Stracicie wszystkie nerwy walcząc z olewactwem Nikona w Polsce. Moim zdaniem nie warto.
pozdrawiam, Remik z Poznania
brak numeru zlecenia z serwisu Nikon Polska
|